Страница 78 из 81
– Rzućcie broń!
To ponownie wydarł się Max. Później będzie czas na wyjaśnienia.
– Pokaż się! – odkrzyknął człowiek w sportowych butach, chowający się za furgonetką. Sądząc po głosie, był to mężczyzna, około trzydziestoletni.
Teraz.
Paweł wyskoczył zza krzaków i bezszelestnie podbiegł do policyjnego auta. Musiał okrążyć przystanek, co zabrało mu kilka ce
– Wyjdź zza samochodu, a nic ci się nie stanie! – krzyknął gość w białych adidasach. Czyli dostrzegł Maxa, niedobrze. Teraz liczy się każda sekunda. – Tylko spokojnie! – dodał głos, już dużo pewniejszy siebie.
Paweł postawił wszystko na jedną kartę. Uważnie obserwując dziewczynę, z bronią wycelowaną w jej głowę, bezszelestnie zbliżył się do samochodu i pochylony nisko przebiegł tuż przed jego maską. Sekundę później wyłonił się zza niej, i cały czas będąc poza zasięgiem wzroku pasażerki, podszedł parę metrów wzdłuż pojazdu, gdzie podnosząc się wycelował w głowę człowieka, który z kolei celował w Maxa. Jednocześnie modlił się w duchu, żeby tylko drzwi za jego plecami się nie otworzyły i żeby siedząca w kabinie kobieta nie przyłożyła mu lufy do głowy.
– Wyjdźcie zza samochodów i rzuć… – zaczął mówić mężczyzna w białych adidasach, ale Paweł brutalnie mu przewał:
– Rzuć broń – powiedział.
Te dwa słowa sparaliżowały faceta. Widać było, że zastanawia się nad tym, co robić. Paweł postanowił ułatwić mu podjęcie decyzji.
– No dalej. Tylko powoli.
Na szczęście, dla właściciela sportowego obuwia, ten podjął jedyną i słuszną decyzję – schylił się, położył broń na betonie i odwrócił się z uniesionymi rękami. Paweł rozpoznał karabinek MP5 i zaczął zastanawiać się, gdzie ci ludzie go znaleźli.
Bielany, godzina 12:01.
Spokojnie, nie strzelaj. Nie szukamy kłopotów – powiedział Kuba, cały czas trzymając ręce w górze. Patrzył w głęboko osadzone oczy obcego mężczyzny i wiedział, że musi go jakoś przekonać, żeby ten go nie zabił. Już prawie udało im się wydostać z miasta, a tu takie coś. Ale chyba miał szanse. Ten facet nie wyglądał na pierwszego lepszego wariata, który dorwał się do zabawki dla dorosłych.
– Tomek, rzuć broń – polecił, odwracając odrobinę głowę, ale i nie tracąc kontaktu wzrokowego z przeciwnikiem. Chłopak posłusznie położył broń na ziemi, wstał i podszedł na trzęsących się nogach do Kuby.
W tym samym czasie Kaja i Max wyszli zza swoich osłon i ostrożnie podeszli do furgonetki, cały czas mierząc do dwóch mężczyzn trzymających podniesione ręce.
Nagle dziewczyna z szoferki otworzyła drzwi i zgodnie z obawami Pawła – wycelowała do niego z karabinku MP5. Z tej odległości miała druzgocącą przewagę. Komandos był świadom tego, że nawet jeżeli kobieta nie potrafi strzelać, to jeśli na jego nieszczęście przełącznik ognia był ustawiony na automatyczny, tak minimalny rozrzut i odrzut broni sprawi, że w ułamku sekundy w jego plecach znajdzie się około dziesięć kul. A taka ilość ołowiu w ciele może znacząco utrudnić wydostanie się z miasta.
– Rzuć broń! Rzuć to! – krzyczała Kaja do Natalii, podbiegłszy do ojca. Stanęła parę metrów obok niego, celując w obcą kobietę. W tym czasie Max ustawił się tuż za mężczyznami.
– Nie! Niech ten facet przestanie celować w mojego męża! – odkrzyknęła dziewczyna, wskazując podbródkiem Pawła. Kaja nie odpowiedziała, tylko przyglądała się blondynce spojrzeniem pełnym nienawiści.
Nagle obie dziewczyny wylały z siebie potok przekleństw i argumentów, która kogo pierwsza zabije i dlaczego akurat to ta druga ma się poddać. W końcu jednak zamilkły, ciężko dysząc z bezsilnej wściekłości.
Pat.
Czas stanął w miejscu. Niezmącona niczym cisza przygniatała. Nie szumiały drzewa, zamilkły ptaki, nie słychać było odległych wystrzałów ani niczego i
Paweł już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale zamilkł. Do jego uszu doleciał huk wystrzału i w pierwszej chwili niemalże poczuł, jak jego plecy przeszywa kula. Ale to było tylko złudzenie, bo dziewczyna z szoferki nie pociągnęła za spust. Nie zrobili też tego ani Kaja, ani Max. Strzały dobiegały z oddali. Oczy całej szóstki skierowały się teraz w stronę ulicy Conrada, za stację benzynową, obok której stał McDonald. Zza budynków wybiegło kilku żołnierzy, prowadząc ogień osłaniający i kierując się w ich stronę.
– Kurwa mać. Schowajcie się, bo nie chcecie, żeby was spotkali – wycedził Paweł i nie czekając na reakcję nieznanych mu osób, pobiegł za furgonetkę i kilka metrów dalej zanurkował za żywopłotem. Po sekundzie dobiegł do niego mężczyzna z żoną i młodym chłopakiem. Po drodze zabrali swoją broń. Teraz już cała szóstka tkwiła poza wzrokiem żołnierzy i modliła się, żeby nikt ich nie dostrzegł.
– Wiemy, do czego są zdolni – powiedział mężczyzna w białych adidasach.
Paweł spojrzał na niego i kiwnął głową. Czuł w kościach, że może temu facetowi zaufać. Czasami to się po prostu wie.
– My też. Strzelali do nas – powiedział. – Przepraszam za to całe zamieszanie. Z początku myśleliśmy, że jesteście jednymi z nich.
– My tak samo – odparł mężczyzna. Wyciągnął nagle rękę w stronę Pawła i powiedział – Kuba. To moja żona, Natalia. A ten chłopak to Tomek. Uratował nam życie.
Pozostała dwójka skinęła głowami. Nie było czasu na wymianę grzeczności, przytulanie się i całowanie po policzkach, chociaż Paweł zdążył stwierdzić, że chętnie przywitałby się tak z żoną Kuby.
– Paweł – odparł, odwzajemniając uścisk dłoni Kuby. – To Kaja, moja córka, i Max.
– Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem – powiedział sentencjonalnie Max, uśmiechając się nieśmiało.
Kaja pokiwała głową, ale też się roześmiała. Ten chłopak ją zaskakiwał praktycznie na każdym kroku, a widząc go na ulicy, nigdy by nie pomyślała, że może być tak sympatyczny. Zrobiło się jej dużo lżej na sercu. Znaleźli i
Nagle kule zastukały w karoserię policyjnej furgonetki.
– Schylcie się! – krzyknął Kuba, kładąc rękę na głowie Natalii i przygniatając ją do ziemi.
Wszyscy zgodnie rozpłaszczyli się na trawie.
– Zauważyli nas – stwierdziła przerażona Kaja. – Musimy uciekać, te krzaki nas nie osłonią.
– Nie, poczekaj. Nie widzieli nas – stwierdził Paweł. – To były zbłąkane kule. Kretyni.
Jako jedyny dotąd obserwował sytuację przez małą dziurę w krzakach, ale po tym zdaniu pozostali również zaryzykowali i przez wyrwy w krzakach spojrzeli na drogę.
Żołnierze zostali otoczeni. Skupili się na środku ulicy, stając plecami do siebie. Paru z nich klęczało, pozostali stali za nimi i prowadzili ogień. Było ich około dziesięciu, jednak jak zauważył Paweł, popełnili olbrzymi błąd, który niechybnie będzie ich kosztował życie – zamiast dalej uciekać, zatrzymali się i próbowali odeprzeć nacierającego i przeważającego przeciwnika. Fala zombie wylała się spomiędzy bloków stojących zarówno po lewej, jak i prawej stronie ulicy Conrada. Żołnierze ustawili się w ciasnym kole, strzelając w kilka stron naraz. Przypominali teraz pancernik z olbrzymią ilością luf, desperacko miotający się i walczący o przetrwanie. Nagle ze środka kręgu wyleciał mały, ciemny przedmiot i poszybował parabolą w stronę dużej grupy zombie. Granat eksplodował między trupami, wyrzucając w górę ciała. Niektóre kreatury rozerwało, i